Jak wspaniale jest rzucić palenie papierosów, część osiemdziesiąta pierwsza...
Pamiętam jak wspaniale się czułem gdy po tygodniu pełnym stresów udawałem się na pływalnię jak do świątyni swojego ciała i myślałem, że w pewnym sensie jestem lepszy od swoich rówieśników ponieważ troszczę się o swoje ciało i jestem seksowny. Seks był dla mnie wtedy wartością wokół której wszystko się obracało. Przed snem się masturbowałem i w swoich myślach kontemplowałem ułomności swoich rówieśników i to, że posiadam nad nimi przewagę. Robiłem sobie fetysz z własnego poczucia wyższości. Masturbacja przed snem była moim niemal satanistycznym sakramentem w którym oddawałem cześć sobie samemu oraz wszystkiemu bez wyjątku. Później zindoktrynowany przez katolicyzm spowiadałem się z tego i byłem od tych rytuałów niemal uzależniony. Kondycja zdrowotna mojego ciała była dla mnie ważna. Dbałem o nie i dzięki niemu czułem się w pewnym sensie lepszy nie tylko od swoich rówieśników lecz także i od nauczycieli. Być może tak naprawdę powinienem zostać trenerem zamiast hołdować swojemu poczuciu wyższości. Nie od razu przecież stałem się osobą wysoce sprawną fizycznie i nieżyciowe było wymagać od innych, aby okazali się od razu na tyle sprawni, aby móc ze mną konkurować. Wyobrażałem sobie, że jakbym miał wystarczającą ilość wolnego czasu i pieniędzy to pływałbym na basenie lub uprawiał inny sport niemal codziennie.
Komentarze
Prześlij komentarz