Dziennik pływaka, część pierwsza...
Jeżeli czytaliście mój blog to mogliście się dowiedzieć, że byłem osobą chorą psychicznie i uzależnioną od nikotyny. Wkroczyłem jednak na drogę cnoty i stałem się zdyscyplinowanym i wytrwałym pływakiem. Ogólnie rzecz biorąc to w zamyśle miałem przygotowywanie się do triathlonu jednak ze względu na swoją wysoką masę potrzebowałem zacząć od pływania. Ciężko mi było się przestawić z regularnego palenia papierosów na regularne pływanie. Pomogła mi w tym chyba spowiedź poprzez którą próbowałem się pożegnać ze swoim starym stylem życia. Przypomniałem sobie jak wspaniale się czułem gdy pływałem będąc jeszcze w pierwszej klasie liceum. Dzięki temu czułem się jako osoba pełnowartościowa. Chłodna woda masowała mi moje mięśnie jak poruszałem się do przodu płynąc kraulem. Na moją satysfakcję z tego co robiłem wpływała też znakomita sprawność płuc, potrafiłem przepłynąć pięćdziesiąt metrów pod wodą. Kochałem swoje ciało i pragnąłem zostać kochankiem siebie samego. Żałowałem, że nie miałem dziewczyny podzielającej moją pasję pływacką. Kiedy byłem na pływalni to świętowałem.
Komentarze
Prześlij komentarz