Jak wspaniale jest osiągnąć stan głębokiego spokoju, część dziewięćdziesiąta szósta...
Byłem dzisiaj w kościele na Mszy Świętej i mniej więcej od roku jestem osobą chodzącą w niedzielę do kościoła. Moje zdrowie w tym czasie poprawiło się, chyba dlatego, że stałem się osobą aktywną fizycznie. Zastanawiam się na ile moje chodzenie do kościoła jest zmotywowane wiedzą socjologiczną, a na ile własnym doświadczeniem chrześcijaństwa. Niestety niezupełnie moja praktyka religijna jest związana z poprawą mojego zachowania. Bywam dokuczliwy dla swojej rodziny oraz znajomych. Dzięki religijności chyba ufam sobie bardziej. Potrzebuję stać się osobą bardziej inteligentną w tym celu, abym mógł się w sobie lepiej zakochać. Myślę nad ewentualnym przedsięwzięciem i chyba powinienem zastanowić się nad tym jaki będzie spodziewany efekt moich starań. Zastanowić się w ten sposób, że jakby wszystko poszło idealnie dla mnie to jak ukształtowałaby się moja przyszłość. Mógłbym następnie żyć tak, jakby miało się spełnić to, co chciałbym, aby się spełniło. Moim zdaniem czasami trzeba dopomóc szczęściu poprzez grzeszny uczynek czyli coś w rodzaju drogi na skróty. Czasami nagroda z osiągnięcia celu nie jest wystarczająca, aby starać się jak najbardziej. Mam na myśli to, że czasami grzeszny uczynek może być zdrowo rozsadkowy. Czasami drobne oszustwo pozwala zapobiec wielkiemu oszustwu. Nie uważam, że cel uświęca środki, grzeszne uczynki należy odpokutować albo przynajmniej im zadośćuczynić.
Komentarze
Prześlij komentarz